piątek, 23 Czerwiec 2017, 21:08

Strona główna » TWOJA GMINA » Gmina Kamień Pomorski » Droga Brzozdowian na Ziemię Kamieńską…

Droga Brzozdowian na Ziemię Kamieńską…

niedziela, 14 Luty 2016, 22:21 Kategoria: Gmina Kamień Pomorski, historia, REGION, społeczeństwo

To nowy cykl, w którym przedstawiać będziemy sylwetki ludzi, pochodzących z Brzozdowiec (wówczas siedziba gminy), przedwojennej niewielkiej miejscowości, dziś leżącej na terenie Ukrainy.

Brzozdowianie w dużej części trafili tuż po II wojnie światowej na Ziemię Kamieńską, a niejako kolebką na tych ziemiach jest niewielkie Trzebieszewo, w gminie Kamień Pomorski.

W tym cyklu, przedstawiamy losy kolejnych brzozdowian, którzy tutaj osiedli, potem zakładali rodziny, i żyją w naszym regionie już od dziesiątków lat.

Brzozdowce – niewielkie miasteczko liczące przed wojną około 2 tysiące osób, zamieszkałe w większości przez Polaków, Ukraińców, a także Żydów (zostali spacyfikowani przez hitlerowców w jedną noc po 1941 r.) i Niemców. Wówczas był tu kościół, bożnica oraz cerkiew.

Stąd też pochodzi Cudowny Obraz Pana Jezusa Ukrzyżowanego i Matki Bożej Bolesnej, który został przywieziony po długiej i uciążliwej podróży wraz z dużą grupą brzozdowian tuż przed Bożym Narodzeniem roku 1945 (od niedawna kopia tego obrazu ufundowana przez oczywiście brzozdowiaków z Ziemi Kamieńskiej, znajduje się w kościele w Brzozdowcach).

Od lutego 1946 roku Obraz znajduje się w kamieńskiej Katedrze, gdzie od ponad pięciu lat (14 września 2010 r.) znajduje się Sanktuarium Pana Jezusa Ukrzyżowanego i Matki Bożej Bolesnej.

 

Danuta Kania (Mroczkowska) – „Los sprawił, że nieoczekiwanie i znienacka wraz z moją rodziną nieoczekiwanie osiadłam na Ziemi Kamieńskiej”…

Pani Danuta Kania, z domu Mroczkowska, urodziła się 29 grudnia 1934 r. w dalekich., leżących na polskich niegdyś kresach, Brzozdowcach, które były wówczas siedzibą gminy.

Jej rodzicami byli Karol i Maria. Jej rodzeństwo, to starszy brat Władysław i młodsza siostra Kazimiera. Oboje już niestety nie żyją.

Rodzice przed wojną prowadzili niewielki sklepik, mieli też nie pokaźne gospodarstwo rolne, którym zajmowała się przede wszystkim mama pani Danuty. Pan Karol dorabiał na budowach w pobliskim Lwowie, więc w ostateczności rodzinie Mroczkowskich żyło się całkiem znośnie. Nadto ojciec pani Danuty był radnym Gminy.

Był taki czas, a było to już podczas ostatniej wojny światowej, że na wieczór dosłownie wszyscy zlęknieni otaczającą sytuacją Polacy zbierali się w kościele, zwykle stojąc lub siedząc kolejną i kolejną noc, bowiem bardzo bali się agresywnych i nieobliczalnych, a także buńczucznych w swych zamiarach Ukraińców, którzy nie ukrywali, że chcieli naszym rodakom zrobić po prostu krzywdę. Częstokroć krzyczeli do naszych bez pardonu: „Won’t Poliaki!”. Z wnętrza kościoła było słychać li tylko modły i jęki obolałych, przestraszonych, zastraszonych i osłabionych rodaków. Mężczyźni starali się chronić kobiety i dzieci, co na szczęście w dużej mierze im się udawało.

Jak wspomina pani Danuta, czas wojny był straszny; pchły, wszy, brud, choroby i smród. Najoględniej ujmując, wojenne okropności.

Dziś, jak pani Danuta sobie przypomina tamte straszne czasy, aż dziw ją bierze, że to wszystko było naprawdę, i że te wszystkie przerażające katusze przeszli i cudem przeżyli.

Bywało tak, już podczas wojny, że Brzozdowce przechodziły z rąk do rąk. Raz były radzieckie, to znów niemieckie. Mieszkańcom trudno było z tym żyć.

„Połapać nam się było trudno i trudno nam, przede wszystkim dzieciakom było zrozumieć, o co w tym wszystkim dorosłym chodzi. Wiedzieliśmy, że to wojna, że to strach, przygnębienie, a także śmierć. Jednak ja, jako mała dziewczynka, nieco innymi oczami ten świat wojny widziałam, ale z biegiem czasu i miesięcy coraz bardziej to rozumiałam. Czasy to były naprawdę straszne i poniżające.” – mówi pani Danuta.

Szczęściem wszyscy z rodziny Mroczkowskich przeżyli te okropności wojny. Aż nadeszła pamiętna dla nich jesień roku 1944. Wtedy to Brzozdowce oswobodzili Rosjanie.

Pewnego dnia, pewien znajomy Ukrainiec, ostrzegł ojca pani Danuty, że szykuje się zamach na ich życie. Więc czym prędzej, w wielkim pośpiechu, potajemnie, nie opowiadając o swych zamiarach dosłownie nikomu, wyjechali z Brzozdowiec i udali się do ówczesnego województwa krakowskiego, gdzie przebywali przez okrągły rok. Jak wspomina, jechali wiele dni bydlęcymi wagonami, bez sanitariatów, bez jakiejkolwiek higieny. Czysta histeria i wariactwo. W 1945 roku przenieśli się w poznańskie, w okolice Gostynia Wielkopolskiego i Leszna.

Pani Danuta na początku lat 50 – tych otrzymała nakaz pracy na terenie powiatu kamieńskiego. Dla niej tak jak dla wielu innych były to Ziemie Odzyskane, miejsce całkiem nieznane i nowa karta w jej jeszcze młodym życiu.

Rzucona na wielka wodę w 1952 roku przyjechała do niewielkiego Golczewa (tuż po wojnie zwanym Goliszewem). Pracowała tam przez dziewięć lat jako nauczycielka.

Wtedy też, ku jej zaskoczeniu i radości okazało się, że w okolicach Kamienia Pomorskiego jest bardzo wielu jej „ziemlaków”, z którymi przecież współzamieszkiwała w Brzozdowcach, a teraz spotykała i spotyka się z wieloma po dziś dzień.

W między czasie wyszła za mąż w 1957 roku w miejscowości Biała Łąka (ówczesne zielonogórskie) za pana Leszka Kanię, który urodził się i mieszkał w dziecięcych latach… siedem kilometrów od domu państwa Mroczkowskich, a więc i od pani Danuty.

Jego los również rzucił też na Ziemię Kamieńską, ale w zupełnie innych okolicznościach. Poznali się w podkamieńskim Golczewie. Mają dwie dorodne i już dorosłe córki, są też dziadkami.

Po pracy w szkolnictwie w Golczewie była przez wiele kolejnych lat, aż do zasłużonej emerytury, nauczycielką w szkołach w Kamieniu Pomorskim, gdzie też od dziesięcioleci mieszka i przyznaje, że ten jej drugi dom, tu na Ziemi Kamieńskiej, jest też jej niezwykle bliski, tak jak ten pozostawiony i wspominany z lat dziecięcych tam na kresach.

Dziś, od wielu lat ta starsza pani na emeryturze, niestety schorowana, ale zarazem szczęśliwa, że ma wspaniałą i kochającą się rodzinę, ma też wielu przyjaciół i znajomych.

Kiedy rozmawiałem z nią o czasach jej młodości, latach spędzonych w Brzozdowcach, kilka razy uroniła łezkę. To dla niej ciężkie i bolesne wspomnienia, a zarazem lata szczęścia i przecież lata dzieciństwa, które nagle i bezdusznie zostały przerwane przez zawieruchę wojenną.

„Staram się nie wracać często do tamtych czasów, bo są one naprawdę dla mnie bardzo nieprzyjemne, z drugiej zaś strony dzieciństwo dzięki moim rodzicom, mojej rodzinie, nie miałam złe. Na szczęście cała moja rodzina przeżyła tę straszną wojnę, tyle tylko, że często sobie zadawałam jeszcze nie tak dawno pytania w związku z tym. Jakieś odpowiedzi są, ale rozgoryczenie i niedosyt, żal i smutek tamtego pozostawionego, pozostaje. Choć wiem, że tu, na przyjaznej Ziemi Kamieńskiej na której mieszkam od ponad pięćdziesięciu lat, jest mi jak najbardziej dobrze.

Wspomnień czar i obecna rzeczywistość to dwie rzeczy, które trzymają mnie na nogach, choć z tym zdrowiem rożnie bywa. Ot, po prostu starość”. – mówi i przyznaje na koniec naszej rozmowy pani Danuta.

Obserwator

 

Droga Brzozdowian na Ziemię Kamieńską… Reviewed by on . To nowy cykl, w którym przedstawiać będziemy sylwetki ludzi, pochodzących z Brzozdowiec (wówczas siedziba gminy), przedwojennej niewielkiej miejscowości, dziś l To nowy cykl, w którym przedstawiać będziemy sylwetki ludzi, pochodzących z Brzozdowiec (wówczas siedziba gminy), przedwojennej niewielkiej miejscowości, dziś l Rating: 0

Zostaw komentarz

scroll to top