poniedziałek, 18 Grudzień 2017, 13:53

Strona główna » TWOJA GMINA » Gmina Kamień Pomorski » Nikła porażka kamieńskiego „Gryfa”, nie przynosi mu żadnej ujmy

Nikła porażka kamieńskiego „Gryfa”, nie przynosi mu żadnej ujmy

poniedziałek, 08 Maj 2017, 09:38 Kategoria: Gmina Kamień Pomorski, sport

Do sobotniego meczu z drugim w tabeli „Bałtykiem” Koszalin, gryfici przystępowali w bardzo eksperymentalnym składzie. Zabrakło przecież Kamila Kacperka, który dość długo już pauzuje i w poprzednim czwartek dopiero co zdjął gips z nogi. A nadto, Damiana Karczmarskiego, który nabawił się kontuzji w poprzednim meczu z „Astrą” i będzie niestety pauzował już do zakończenia tego sezonu. Zabrakło również Kacpra Wittbrodta, który musiał pauzować za nadbagaż żółtych kartek. W polu drugi raz z rzędu zagrał nominalny rezerwowy bramkarz, Filip Daroszewski. Podobnie, drugi raz, między słupkami zobaczyliśmy ukraińskiego bramkarza, Iwana Olejnik, który jak widać, jest podobnie wartościowym golkiperem jak Ireneusz Benedyczak.. Zmiennicy w tym spotkaniu, jak choćby: Adrian Wanagiel, Aleksander Sikora czy Mateusz Wróbel, jak też słabo do tej pory spisujący się, Dawid Sandzewicz, zagrali przeciwko koszalinianom bez żadnej presji, z bardzo wielkim zaangażowaniem i poświęceniem. To trzeba przyznać, podobnie jak zresztą cały zespół.

Z powodu kilku absencji podstawowych graczy, w „Gryfie”  mówiło się przed Tm spotkaniem , lecz po cichu, o choćby jakimś skromnym remisiku z silnym przecież i wymagającym rywalem. Ostatecznie „Bałtyk” pokonał w szczęśliwych dla siebie okolicznościach gryfitów, 3:2, Szczególnie druga połowa była niesamowicie emocjonująca. I to dzięki postawie naszego zespołu. Ale po kolei… . Rozpoczęło się raczej zgodnie z przewidywaniami, bowiem goście szybko opanowali środek pola, i to oni zaczęli dyktować warunki gry. Gryfici grali w defensywie w eksperymentalnym składzie ze stoperami: Pawłem Wanagielem i Dawidem Sandzewiczem. A obaj, to przecież zawodnicy ze środka pola.

„Bałtyk” osiągnowszy znaczną przewagę udokumentował to bramką. W 15 minucie niepewnie grający na pozycji prawego obrońcy Paweł Andrearczyk (a to przecież zwykle grający w ofensywie zawodnik) sfaulował w naszym polu karnym napastnika „Bałtyku” i niepewnie  sędziujący te zawody arbiter główny, wskazał na jedenastkę, którą minutę później goście pewnie wykorzystali. Nasi nie mieli żadnego pomysłu na sforsowanie środkowej linii i defensywy „Bałtyku”, a ten w dalszym ciągu grał szybką piłkę. Szczególnie boczni pomocnicy byli bardzo szybcy, często urywając się naszym wolniej biegającym obrońcom.

I w 18 minucie zrobiło się 0:2, po tym jak goście przeprowadzili szybką akcję prawym skrzydłem. Nasza defensywa ewidentnie zaspała, a golkiper  „Gryfa” nie miał nic do powiedzenia przy strzale z bliska napastnika „Bałtyku”. Kiedy wydawało się, że kolejne bramki dla gości to tylko kwestia czasu, w 25 minucie nasi przeprowadzili skuteczną i jak się okazało, zabójczą kontrę prawą stroną. Radosław Misztal znakomicie obsłużył pięknym podaniem Szymona Włodarka, który będąc w polu karnym gości pewnie wpakował piłkę do bramki „Bałtyku”.

W 38 minucie ewidentny błąd przydarzył się Konradowi Kowalczykowi, grającemu z musu na obronie. I zrobiło się 1:3. Do zakończenia pierwszej połowy w dalszym ciągu goście przeważali, ale w naszych szeregach nie było już wcześniejszego strachu, bo gryfici uwierzyli, że w tak zmontowanym na prędce składzie, można jeszcze coś zawalczyć. Na początku drugiej połowy z boiska schodzi P. Anderarczyk, który narzekał na ból w pachwinie. W jego miejsce wszedł Mateusz Wróbel.

I co ciekawe. Od początku drugiej części meczu, goście nie wiedzieć czemu oddali inicjatywę i pole „Gryfowi”. Nasi piłkarze coraz bardziej wierzyli w swoje siły, a „Bałtyk” dosłownie z każdą minutą grał coraz bardziej niepewnie i bojaźliwie. Dało się też zauważyć braki kondycyjne u niektórych piłkarzy z Koszalina. Nasi cisnęli gości coraz bardziej i bardziej. Nie schodząc z połowy gości długimi minutami. Mieli przy tym co pewną chwilę okazję na strzelenie bramki kontaktowej. Ta jednak była jak zamurowana. Emocje były coraz większe, z każdą kolejną chwilą.

W 77 minucie z boiska schodzi świetnie tego dnia grający młodzieżowiec, Adrian Wanagiel. Zastępuje go…. Filip Daroszewski, który grał dotąd w zespole tylko jako rezerwowy bramkarz. Nasi dopięli swego dopiero przed końcem spotkania. W 87 minucie w zamieszaniu pod bramka „Bałtyku”, jeden z obrońców wpakowuje piłkę do własnej bramki. Już wtedy i trochę wcześniej, emocje sięgają zenitu. Gryfici uwierzyli, że ten mecz można jeszcze zremisować.

Trzeba przyznać, że cały nasz zespół grał w drugiej odsłonie wręcz wspaniale, by nie powiedzieć – koncertowo, a goście wręcz tylko snuli się po murawie, starając się jakoś przeszkadzać naszym. Po doliczeniu przez arbitra czterech minut do podstawowego czasu gry, pod bramką koszalinian działo się, oj działo. Ale piłka – uparciuch, nie chciała wpaść do siatki gości.

Ostatecznie sędzia główny odgwizduje koniec zawodów, a część piłkarzy „Bałtyku” pada na murawę ze zmęczenia, co niezbicie świadczyło, że wiele z siebie dali, broniąc korzystnego dla siebie rezultatu. Trzeba dodać, szczęśliwego i zwycięskiego dla nich rezultatu. Pechowa porażka, i trzeba przyznać, znakomita postawa całej naszej drużyny, która zasłużyła na bardzo dużą pochwałę. Porażka, która nie przynosi naszym wstydu. Budzi szacunek postawa całego zespołu, w którym na szczególne wyróżnienie zasługują, świetnie rozprowadzający akcje, Radosław Misztal, i grający na nie typowej dla siebie pozycji stopera, Paweł Wanagiel.

Brawo gryfici za szczególnie drugą połowę, bo trzeba przyznać, że pierwszą połowę nasi przespali, zapewne bojąc się dużo wyżej notowanego rywala, który okazał się zespołem do zremisowania lub nawet jego pokonania. Tym razem szczęście było przy przeciwniku, ale kiedy wróci Kamil Kacperek, który przechodzi teraz rehabilitację po kontuzji nogi. Jak wróbelki ćwierkają, wróci na boisko za mniej więcej dwa tygodnie, czy też Kacper Wittbrodt, wartość naszego zespołu diametralnie wzrośnie.

Siła „Gryfa” tkwi też w wierze i motywacji, które pokazali w spotkaniu z dzisiejszym silnym przeciwnikiem. Jest to na pewno wielka sprawa. A przy tym, zmiennicy dziś nie zawiedli. I trzeba mieć nadzieję, że kiedy ewentualnie zabraknie kiedyś podstawowych graczy, młodzi przecież zmiennicy pewnie wezmą ciężar gry na swe barki. Brawo piłkarze „Gryfa” za ten niezwykły spektakl. Za zaangażowanie i to że mimo trudności kadrowych, można zagrać na dobrym poziomie. Szkoda porażki, bo co najmniej remis był bardzo, ale to bardzo blisko. I jak najbardziej byłby sprawiedliwy.

„Gryf” zagrał w składzie: Iwan Olejnik – Konrad Kowalczyk, Dawid Sandzewicz, Paweł Wanagiel, Paweł Andrearczyk (50’ Mateusz Wróbel), Radosław Misztal, Adrian Wanagiel (77’ Filip Daroszewski), Adrian Chodorowski, Aleksander Sikora, Bartosz Sasin (73’ Ernest Paszek), Szymon Włodarek.

Obserwator

Nikła porażka kamieńskiego „Gryfa”, nie przynosi mu żadnej ujmy Reviewed by on . Do sobotniego meczu z drugim w tabeli „Bałtykiem” Koszalin, gryfici przystępowali w bardzo eksperymentalnym składzie. Zabrakło przecież Kamila Kacperka, który d Do sobotniego meczu z drugim w tabeli „Bałtykiem” Koszalin, gryfici przystępowali w bardzo eksperymentalnym składzie. Zabrakło przecież Kamila Kacperka, który d Rating: 0

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

scroll to top