Lubimy posługiwać się truizmami, kliszami, powielanymi ideami i stereotypowymi sformułowaniami. Truizmem jest twierdzenie, że życie pełne jest niespodzianek. W Ameryce pucybut zostaje prezydentem, a w Kamieniu kuchmistrz burmistrzem. Niemożliwe staje się możliwym. Szczęście pisane jest każdemu, ale na krótko. Jak mówi staropolskie przysłowie: „Szkło i fortuna jeden przymiot mają, świecą się w oczach, a nie długo trwają.” Nasz, z łaskawości losu, kuchmistrz haruje w pocie czoła. Kuchciki ustawiają gary na palnikach, posługacze donoszą szczap na ogień (stosy), leją wodę w kotły (a może olej). Top chef przygotowuje ucztę. Stołki przy stołach ustawione i poprzydzielane. „Bo zawżdy ci więcej jedzą, którzy bliżej misy siedzą” – pisał Mikołaj Rey. Ma być chudobnie i swawolnie; śmieszno i straszno. Głównych dań jeszcze nie sprawił. Coś za długo liczy krupy w garnku, bo przejął kuchnię z długami. A która dziś kuchnia jest bez długów? Wymawiając się brakiem grosza w kuchennej kasie pitrasi na początek groch z kapustą, bo tanio. Gotuje się tak, jak się umie (albo nie). Jego „ekipaż” kucharzów, piekarzów, tortarzów, smażarzów, aptekarzów jest tak zdolny, że chleb upiecze bez mąki i masło zrobi bez śmietany. Pichci to, co najlepiej mu wychodzi. Niech pospólstwo zakosztuje specjałów. Udanie uwarzył i podał kilka czarnych polewek. Natarł pieprzu w nos paru prezesom i członkom rad nadzorczych, zjadł ich w kaszy i napoił octem i żółcią. Po mistrzowsku pozbył się kuchmistrz letnich łasuchów, którzy mieli ochotę zajadać się wielkim, światowym tortem z wisienkami. Ciasto na tort ugniótł i wyrobił kto inny. Wystarczyło włożyć je do pieca i cierpliwie czekać, aż samo wyrośnie. Pozwolił kuchmistrz nadgorliwemu i nieposłusznemu tortarzowi, aby ten za ostro podniósł temperaturę w piecu. Z ciasta natychmiast zrobił się zakalec i tort już jest nie do uratowania. Kuchcik winny? Wolne żarty! Nie ma winnych! Trzeba wykazać się przenikliwością i dalekowzrocznością mistrza, aby upieczenie tego zakalca przekształcić w kulinarne specialite de la maison. Niech inni teraz wydają pieniądze na upieczenie tortu. Nam wystarczy kawałek, który otrzymamy i za który i tak nam ktoś nam zapłaci. Mistyka i sztuka ekonomii. Mieć ciastko, zjeść ciastko i jeszcze za zjedzenie otrzymać pieniądze na drugie.
„Miszczu” wymyśla co dnia rozmaite przysmaki i smaki, ale nie zważa, czy jakiś żołądek je wytrzyma. Jeść mają wszyscy, bo on tu rządzi. Nie wszyscy w tym mieście dadzą sobie łatwo w kaszę dmuchać i nawijać makaron po kamieńsku na uszy. Nie da się wszystkich wpuścić w maliny. My ani do tego stołu ani na tą ucztę nie jesteśmy zaproszeni i też nie mamy zbytniej ochoty brać w niej udział. „Obżarstwo to grzech sprośny i plugawy” – mawiał pan Mikołaj z Nagłowic. Nie czynimy tego, „czego ani pies, ani świnia, ani żadne źwirzę nie uczyni, aby miało żrzeć, kiedy mu się nie chce….”. Dlaczego jesteśmy pewni, że po onej biesiadzie „katarus męczy, kolera pali, flegma dusi, oczy zasiniały, nogi zapuchły, brzuch jako pudło, scyjatyka, pedogra pewna”? „Nawaryła Łucia – jisty bude sucia” – powiadali ludzie na Kresach. Dziś mówi się: „Zły kucharz gotuje na dwie osoby; psu i sobie”. Nie życzymy nikomu „Smacznego!”, bo byłoby to wyrazem okrutnej złośliwości. Jakie częstowanie, takie dziękowanie.
szrek














Gość
dobrze kurylle w zielonym, zielony 'bumistrz’ xD